Od urodzenia się pierwszego tegorocznego miotu moje życie wywróciło się nie o 180, a o 360 stopni. Każdy, kto choć raz opiekował się małą istotą, wie, że wszystkie zwierzaki potrzebują ogromu uwagi, miłości i twardej, codziennej pracy. Kiedy do tej układanki dodamy regularne wyjazdy na międzynarodowe wystawy kotów rasowych oraz – po prostu – zwykłe życie rodzinne, doba nagle zaczyna drastycznie się kurczyć. Stanęłam pod ścianą. Musiałam podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu i jasno określić, co jest dla mnie najważniejsze.
Efekt? Z dniem 1 marca 2017 roku rozwiązałam umowę o pracę z Muzeum Narodowym w Krakowie. Przez ostatnie lata miałam zaszczyt pracować tam jako zastępca kierownika jednego z najpiękniejszych oddziałów – w Pałacu biskupa Erazma Ciołka.
Praca, która była przyjemnością
Dla wielu taka decyzja mogła wydawać się szaleństwem. Pałac bpa Erazma Ciołka to miejsce magiczne, przesiąknięte historią i sztuką. Moje obowiązki nie były dla mnie przykrym musem czy mechanicznym obowiązkiem – ta praca była prawdziwą przyjemnością. Codzienne obcowanie z kulturą, zarządzanie tak wyjątkowym obiektem i stabilizacja, jaką daje renomowana instytucja publiczna, to dla wielu szczyt marzeń.
Dlaczego więc odeszłam? Ponieważ życie napisało nowy scenariusz, a moja hodowla i miłość do zwierząt przestały być jedynie „dodatkowym hobby”. Stały się pełnoetatowym powołaniem, które wymagało ode mnie stuprocentowej obecności. Nie da się być w dwóch miejscach naraz, nie da się też dawać z siebie wszystkiego w pracy, gdy serce i myśli krążą wokół nowo narodzonego miotu i przygotowań do kolejnej międzynarodowej wystawy.
Szacunek do samego siebie
Ta drastyczna zmiana nauczyła mnie czegoś niezwykle ważnego o nas samych i o granicach, które musimy stawiać. Często tkwimy w miejscach, które są bezpieczne i wygodne, zapominając o tym, czego naprawdę potrzebujemy do pełni szczęścia.
Moje odejście z Muzeum Narodowego to nie był ucieczka – to był świadomy krok naprzód. Lekcja, którą wyniosłam z tego doświadczenia, brzmi prosto, ale wymaga ogromnej odwagi:
Szanuj siebie na tyle, by odejść od wszystkiego, co Ci nie służy, co Cię nie rozwija i co nie daje Ci prawdziwego szczęścia.
Nowy rozdział
Dziś moje życie kręci się wokół rodziny, kocich piękności i zapachu bezpiecznego domu. Choć praca w muzeum była wspaniałym etapem, zamknięcie tych drzwi pozwoliło mi otworzyć kolejne – te, za którymi czekało życie w zgodzie z własną pasją.
Czasem warto zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Bo największym luksusem w życiu jest możliwość wyboru tego, co naprawdę kochamy.











To słuszna decyzja bo wiem jak kocha Pani swoje koty.
Pani Ewo, tak trzymać.