Przez ostatnie lata przeglądając fora internetowe i grupy dyskusyjne, zaczęłam dostrzegać niepokojący trend. Coraz częściej odnosi się wrażenie, że idealny kot ma być „ulepiony” pod konkretne potrzeby nowego opiekuna. Ma być idealny z wyglądu – puchaty lub z krótką sierścią, dokładnie taki, jak na zdjęciach z ”czyjegoś” Instagrama. Ma jeść bez grymaszenia dokładnie to, co wymyśli właściciel. Ma mruczeć na skinienie palca, witać gości w progu, biegać za piłeczką, a w nocy spać w łóżku (albo wręcz przeciwnie – broń Boże się do niego nie zbliżać, jeśli takie są preferencje domu).
Pragniecie stworzenia idealnego, które błyskawicznie zaadaptuje się w nowym miejscu i bezproblemowo wejdzie w relację z dziećmi oraz psami. Zapominacie jednak o jednym, kluczowym fakcie: kot to żywa, czująca istota, a nie produkt z fabryki, który programuje się przed wysyłką.
Mit kota idealnego a rzeczywistość
Wielu przyszłych opiekunów oczekuje, że maluch od pierwszego dnia będzie doskonałym towarzyszem dla każdego członka rodziny. Szczególnie dużo mitów narosło wokół relacji kotów z najmłodszymi. W kwestii wychowania mruczka z dziećmi czy innymi zwierzętami nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że kot nie będzie odczuwał lęku. Zwierzę ma prawo do własnych granic, strachu i asertywności.
Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak mądrze i bezpiecznie budować tę relację, zapraszam do przeczytania TUTAJ » [artykułu kot i dziecko].
Wszystko zaczyna się w hodowli: Rola „hodowcy-kwoki”
Skąd więc bierze się ufny, odważny kociak, który z ciekawością patrzy na świat? To nie przypadek ani kwestia „szczęśliwego trafu”. To efekt ciężkiej pracy w pierwszych tygodniach życia malucha.
Na barkach odpowiedzialnego hodowcy spoczywa mądra i przemyślana socjalizacja. Kociak:
Nie może być izolowany od człowieka oraz codziennego, domowego życia.
Musi poznawać domowe odgłosy – od dźwięku odkurzacza, przez mikser, aż po głośniejszy śmiech.
Powinien słyszeć dźwięki z zewnątrz – nie tylko kojący śpiew ptaków, ale też odpalający na podwórku samochód czy przelatujący samolot.
To hodowca ma być przysłowiową kwoką. Jego zadaniem jest pilnowanie, aby żadnego malucha nie spotkało nic złego podczas tych pierwszych kontaktów ze światem. Bodźce muszą być dawkowane tak, by budziły ciekawość, a nie traumę. Wtedy, opuszczając rodzinny dom, kociak naturalnie lgnie do dzieci i innych zwierzaków. Dlaczego? Ponieważ w jego małej głowie nikt nie zakorzenił strachu przed tym, co nieznane.
Nowy dom, nowa odpowiedzialność
Hodowca daje kotu solidny fundament, ale to dopiero początek drogi. Rola nowego właściciela po przekroczeniu z kocim maluchem progu jego domu jest ogromna. Cudowny, zsocjalizowany maluch nie ma wgranej „gwarancji na zawsze”. To, jak rozwinie się jego charakter, zależy od cierpliwości, empatii i zrozumienia jego kociej natury przez nowego opiekuna. Kot nie jest z plasteliny – nie ulepimy go na zawołanie, ale dając mu miłość i poczucie bezpieczeństwa, zyskamy przyjaciela na całe życie.










