Dziś 22.05.26 na Facebook wpadł mi post napisany przez Adwokat Joanna Szpiega-Bzdoń
Pozwoliłam sobie na udostępnienie go. Zamieściłam go nad moim artykułem napisanym jeszcze w 2025 roku dotyczącym dokładnie tego samego.
🦉 ••• 𝐏𝐫𝐚𝐰𝐨 𝐤𝐲𝐧𝐨𝐥𝐨𝐠𝐢𝐜𝐳𝐧𝐞 ••• (dotyczy też prawa fenologicznego)
Osiemnaście lat w kancelarii, pośród spraw o wady fizyczne czworonogów, nauczyło mnie jednego: 𝐧𝐚𝐣𝐰𝐢𝐞̨𝐤𝐬𝐳𝐲𝐦 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐞𝐦 𝐰𝐞𝐭𝐞𝐫𝐲𝐧𝐚𝐫𝐢𝐢 𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐛𝐫𝐚𝐤 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐲. 𝐉𝐞𝐬𝐭 𝐧𝐢𝐦 𝐧𝐚𝐝𝐦𝐢𝐚𝐫 𝐩𝐲𝐜𝐡𝐲 𝐮 𝐭𝐲𝐜𝐡, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐳𝐲 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐚̨ 𝐳𝐛𝐲𝐭 𝐦𝐚ł𝐨, 𝐛𝐲 𝐝𝐨𝐬𝐭𝐫𝐳𝐞𝐜 𝐠𝐫𝐚𝐧𝐢𝐜𝐞 𝐰ł𝐚𝐬𝐧𝐞𝐣 𝐧𝐢𝐞𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐲.
Nie chodzi o lekarzy oddanych zwierzętom — tych, na szczęście, znam wielu i darzę ogromnym szacunkiem. Chodzi o osobliwy gatunek lekarza moralizującego — diagnostycznie leniwego, za to niezwykle sprawnego w operowaniu cudzym rachunkiem sumienia. Tego, który na widok psa z hodowli reaguje jak inkwizytor na herezję, choć sam mieszka w szklanym domu wyłożonym receptami na antybiotyki i sterydy.
•• Scenariusz bywa niemal teatralnie powtarzalny. Do gabinetu trafia młody pies — z dysplazją, problemem ortopedycznym, alergią albo zaburzeniem, którego nie przewidział ani rodowód, ani najbardziej rygorystyczne badania. Właścicielka, zwykle przestraszona i zdezorientowana, zamiast chłodnej diagnostyki słyszy litanię gotowych wyroków:
„𝑃𝑟𝑧𝑒𝑝ł𝑎𝑐𝑖ł𝑎 𝑝𝑎𝑛𝑖”.
„𝐻𝑜𝑑𝑜𝑤𝑐𝑎 𝑝𝑎𝑛𝑖𝑎̨ 𝑜𝑠𝑧𝑢𝑘𝑎ł”.
„𝑇𝑜 𝑛𝑎 𝑝𝑒𝑤𝑛𝑜 𝑔𝑒𝑛𝑒𝑡𝑦𝑐𝑧𝑛𝑒”.
„𝑊𝑖𝑛𝑎 ℎ𝑜𝑑𝑜𝑤𝑐𝑦”.
Brzmi efektownie. Problem w tym, że medycyna nie jest katechizmem, a biologia nie działa według potrzeb gabinetowej retoryki.
•• Cena psa nie jest certyfikatem biologicznej doskonałości. Jest ceną, jaką dwie dorosłe strony zgodziły się zapłacić i przyjąć w ramach dobrowolnej umowy. Kto kupuje szczenię za pięć, dziesięć czy piętnaście tysięcy złotych, nie nabywa gwarancji nieśmiertelności materiału genetycznego. Kupuje zwierzę po określonych badaniach, z określonej linii, z określonym prawdopodobieństwem zdrowia — nigdy z obietnicą absolutu.
I właśnie tę różnicę powinien rozumieć każdy lekarz mający choć elementarne zacięcie naukowe.
Bo wada nie zawsze jest genetyczna. Bywa rozwojowa, środowiskowa, idiopatyczna. Bywa też skutkiem żywienia, tempa wzrostu, urazu albo zwyczajnego biologicznego pecha. Nawet najlepiej przebadani rodzice nie są polisą ubezpieczeniową od natury, która — ku rozczarowaniu moralistów — nie zna pojęcia sprawiedliwości.
•• Najbardziej uderza mnie jednak coś innego: zawodowa hipokryzja.
To właśnie odpowiedzialni hodowcy od lat generują ogromną część rynku weterynaryjnego. Szczepienia, diagnostyka, kardiologia, ortopedia, badania reproduktorów, kontrole miotów — cały ten strumień pacjentów napędza prywatne kliniki bardziej, niż wielu lekarzy chciałoby publicznie przyznać. Trudno jednocześnie żyć z hodowli i mówić o niej tonem, jakim dawniej mówiło się o handlarzach zarazą.
A później przychodzi moment najciekawszy.
Ten sam lekarz, który na pierwszej wizycie ferował wyrok na hodowcę, po miesiącach nieskutecznego leczenia rozkłada ręce. Kolejny antybiotyk. Kolejny steryd.
„𝑍𝑜𝑏𝑎𝑐𝑧𝑦𝑚𝑦 𝑧𝑎 𝑚𝑖𝑒𝑠𝑖𝑎̨𝑐”.
„𝑇𝑎𝑘𝑖 𝑢𝑟𝑜𝑘 𝑟𝑎𝑠𝑦”.
„𝑃𝑟𝑜𝑠𝑧𝑒̨ 𝑜𝑏𝑠𝑒𝑟𝑤𝑜𝑤𝑎𝑐́”.
I wtedy nagle hodowca — jeszcze niedawno przedstawiany jako źródło wszelkiego zła — staje się kołem ratunkowym. Dzwoni. Szuka specjalistów. Konsultuje przypadek. Refunduje badania, choć umowa go do tego nie zobowiązuje. Bierze odpowiedzialność tam, gdzie system diagnostyczny właśnie skapitulował. W takich chwilach gabinet zwykle milczy. Nie słyszę wtedy:
„𝑃𝑜𝑚𝑦𝑙𝑖ł𝑒𝑚 𝑠𝑖𝑒̨”.
„𝑇𝑜 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑢𝑠𝑖𝑎ł𝑜 𝑏𝑦𝑐́ 𝑔𝑒𝑛𝑒𝑡𝑦𝑐𝑧𝑛𝑒”.
„𝐷𝑖𝑎𝑔𝑛𝑜𝑠𝑡𝑦𝑘𝑎 𝑏𝑦ł𝑎 𝑧𝑏𝑦𝑡 𝑝𝑜𝑐ℎ𝑜𝑝𝑛𝑎”.
„𝑃𝑎𝑛́𝑠𝑘𝑎 𝑝𝑟𝑎𝑐𝑎 ℎ𝑜𝑑𝑜𝑤𝑙𝑎𝑛𝑎 𝑧𝑎𝑠ł𝑢𝑔𝑢𝑗𝑒 𝑛𝑎 𝑠𝑧𝑎𝑐𝑢𝑛𝑒𝑘”.
Bo łatwiej rzucić: „𝑤𝑖𝑛𝑎 ℎ𝑜𝑑𝑜𝑤𝑐𝑦” — i umyć ręce w cudzym poczuciu winy.
•• Żeby była jasność: źli hodowcy istnieją. Tych, którzy ukrywają choroby, fałszują dokumentację i rozmnażają psy bez badań, krytykuję bez cienia sentymentu. Ale istnieją też lekarze, którym bliżej do kaznodziei niż klinicysty.
I właśnie do nich kieruję tę uwagę —
zanim powie Pan/Pani kolejnej przerażonej właścicielce, że „𝑝𝑟𝑧𝑒𝑝ł𝑎𝑐𝑖ł𝑎 𝑧𝑎 𝑡𝑒𝑔𝑜 𝑝𝑠𝑎”, warto najpierw upewnić się, czy źródłem problemu rzeczywiście jest hodowla, a nie pańska własna ignorancja, pośpiech albo potrzeba moralnego triumfu.
𝐁𝐨 𝐝𝐨𝐛𝐫𝐚 𝐦𝐞𝐝𝐲𝐜𝐲𝐧𝐚 𝐳𝐚𝐜𝐳𝐲𝐧𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐭𝐚𝐦, 𝐠𝐝𝐳𝐢𝐞 kończy się 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐰𝐬𝐤𝐚𝐳𝐲𝐰𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐰𝐢𝐧𝐧𝐲𝐜𝐡.
𝐀 𝐨𝐝𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐧𝐚 𝐡𝐨𝐝𝐨𝐰𝐥𝐚 𝐢 𝐮𝐜𝐳𝐜𝐢𝐰𝐚 𝐰𝐞𝐭𝐞𝐫𝐲𝐧𝐚𝐫𝐢𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐚̨ 𝐰𝐫𝐨𝐠𝐚𝐦𝐢. 𝐒𝐚̨ 𝐨𝐝 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 𝐳𝐧𝐚𝐜𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣 𝐳𝐚𝐥𝐞𝐳̇𝐧𝐞, 𝐧𝐢ż 𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧𝐲 𝐦𝐚𝐣𝐚̨ 𝐨𝐝𝐰𝐚𝐠𝐞̨ 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐳𝐧𝐚𝐜́.
𝐽𝑆𝐵
Adwokat Joanna Szpiega-Bzdoń TUTAJ »
Artykuł który napisałam 18 marca 2025 na podstawie własnych doświadczeń rozmów z zaprzyjaźnionymi hodowcami oraz informacji od Was, właścicieli naszych wychowanków. Nie boję się napisać, że wielu weterynarzy nienawidzi hodowców, a właściciele zwierzaków kupionych w hodowli, nie raz zadurzali się w banku kiedy trafili na takiego lekarza.
Pierwsza wizyta i od razu RTG, USG, REZONANS (bo akurat klinika kupiła, a kredyt trzeba przecież spłacać), bezwzględnie trzeba zrobić ECHO SERCA które najwcześniej wykonuje się u ragdolla po skończeniu 18 miesięcy, weterynarz nie pyta o testy rodziców.
Jeżeli kupiliście kota z hodowli która nie bada kotów na choroby genetyczne to lepiej jest zrobić testy genetyczne które mogą być wykonane u kota w każdym wieku, nawet u kotów kilkutygodniowych.
Nasze koty hodowlane mają wykonany pełny panel testów genetycznych predyspozycji chorób i cech dla rasy ragdoll Full Breed Profiles (FBP),
Ta informacja weta nie obchodzi, uważa, że to kocie dziecko ma mieć wykonane badania, a nie jego rodzice, tylko gdzie zasady dziedziczenia?
Odrobaczanie, musi być jedna tabletka na tydzień, bo takie ma lecznica standardy, nie ważne, że producent preparatów zaleca inaczej, że parazytolodzy również zalecają inaczej.
Do tego bezwzględnie należy szczepić koty na wściekliznę, nie interesuje ich, że kot nie wychodzący. Jedna z Właścicielek zadzwoniła z płaczem, że wet straszy ją powiatowym lekarzem, który nakaże kota uśpić jak nie zaszczepi. W POLSCE NIE MA NAKAZU SZCZEPIĆ KOTÓW NA WŚCIEKLIZNĘ.
Problem nie jest diagnostyka, bo ta często ratuje życie. Problem w tym, że właściciel czworonoga wychodzi przerażony i skołowany. Bo lekarz dramatyzuje: „Wasz kot jest śmiertelnie chory! natychmiast potrzebna operacja, albo długie kosztowne leczenie.
W 2022 roku, niekompetencja lekarza krakowskiej całodobowej kliniki doprowadziła do śmierci mojej trzy miesięcznej kotki. Kotka się zachłysnęła, pojechaliśmy natychmiast po pomoc, niestety najpierw musieliśmy odstać, nikt nie rozumiał powagi sytuacji, a potem kotce zamiast udzielić pomocy to podano ją sadacji. Po kilku minutach odeszła topiąc się w własnej ślinie. Zapraszam do zakładki ZADŁAWIENIE TUTAJ może kiedyś się przydać.
zamieściłam wpis o przejściu na emeryturę koteczki SELENY, długo zbierałam się w sobie żeby opisać dramatyczne dla niej i mnie okoliczności, kastracja była zabiegiem ratującym życie. Bo weterynarz na USG nie widział łożyska tylko, powiększony jajnik, wkurzył się na mnie bo ja widziałam łożysko, to on kończył studia, a ja jestem tylko właścicielstwem. Nie podał leku na wywołanie skurczy, ani antybiotyku. Po dobie było już ropomacicze.
W marcu tego samego roku, innej kotce również nie zeszło w czasie porodu łożysko. Błony płodowe (łożyska) mogą być wyparte wraz z płodem lub po pewnym czasie liczonym w minutach lub godzinach. Łożysko u ssaków (a konkretnie u ssaków łożyskowych) jest organem, który powstaje tylko w okresie ciąży, zapewnia wymianę substancji odżywczych, tlenu i produktów przemiany materii między matką a rozwijającym się zarodkiem/płodem. Po porodzie łożysko zostaje wydalone z organizmu matki.
Dzwoniąc do najbliższej przychodni weterynaryjnej czy zrobią mi USG, żeby ten fakt potwierdzić, i wydadzą odpowiednie leki, zadano mi pytanie, a gdzie to łożysko jest!!!!!!!! co Wam się ciśnie na usta.
Byłam w szoku, weterynarz chirurg, nie wie co to łożysko? Po co mi usg jak by wszystkie łożyska zeszły razem z kociakami.
Zatrzymanie łożyska (brak jego urodzenia) lub jego części w macicy to stan bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia. Główne ryzyka to masywny krwotok poporodowy, ciężkie zakażenia, uszkodzenie macicy oraz wstrząs hipowolemiczny.
Nagminne jest doszukiwanie się u kotów zapalenia stawów. Nie tylko u ragdoll ale kotów birmańskich, czy zwisłouchych, faszeruje się je miesiącami lekami przeciw zapalnymi które max mogą być podawane przez kilka dni.
Pamiętajcie! problemy ze stawami, kręgosłupem diagnozuje specjalista ortopeda, nie zwykły weterynarz.
Co powinno nas zaniepokoić:
unikanie skoków lub wspinania się na wyższe miejsca
zmniejszona aktywność fizyczna, apatia
niechęć do zabawy i zmiana nawyków związanych z ruchem
zmiana chodu – może być bardziej sztywny lub asymetryczny
nadmierna pielęgnacja bolesnych stawów
agresywność przy dotyku w okolicach stawów
Rodzaje zapalenia stawów u kota:
pourazowe
zwyrodnieniowe
infekcyjne
młodzieńcze
reumatoidalne
wirusowe
Ważne dla Was! tylne kończyny u ragdolla wyglądają trochę przyciężko, a nawet ociężale, co jest powodem opinii, że mają trudności z chodzeniem przyczyną domniemywanej ociężałości są znacznie dłuższe tylne łapy niż przednie, co powoduje typowy dla ragdolli chód.










