YouTube RSS

Tragedia weterynaryjna w kilku aktach

 

Bardzo proszę przeczytać całość wiadomości jaką dostałam od Właścicielki naszych teraz 3 kociaków YODY, YOKO i DALUSI.

GABINETY WETERYNARYJNE TO SIEDLISKO WIRUSÓW i BAKTERII.

Po każdym pacjencie powinna odbyć się dezynfekcja, są od tego lampy UV, ozonatory. Sami mamy w domu oba urządzenia, a lampa UV przepływowa wewnętrzna chodzi u nas praktycznie bez przerwy.

Lekarz  powinien przebierać fartuch po każdym chorym na choroby zakaźne czworonogu bezpieczeństwo przede wszystkim.  Już słyszę krzyk przecież to są ogromne koszty, a ja zapytam czy stać Was finansowo i emocjonalnie na leczenie przyjaciela z chorób które wyniesie z gabinetu? a fartuch chirurgiczny, jednorazowy, jałowy STANDARD (Sterylny fartuch chirurgiczny, wiązany z tyłu. Wykonany z lekkiej i wytrzymałej włókniny SMMS, dostępny w rozmiarach M-XXL). Zapewnia doskonałą ochronę i komfort nawet podczas długich operacji to cena od 1,50 do góra 8 zł to jakie to są koszty kiedy  za samo wejście do gabinetu płacimy około 20 zł. 

I jeszcze wiedza, wiedza, wiedza oraz chęć niesienia pomocy.

Witam Pani Ewo,

Tragedia weterynaryjna w kilku aktach

I.  Dlaczego ten gabinet

Odpowiedź jest prosta, jest po drodze do pracy i był dla mnie jedynym widocznym w okolicy. Nie sprawdzałam w internecie, bo po co? Co można zawalić mając gabinet weterynaryjny? Przecież weterynarzami zostają ludzie kochający zwierzęta!

II.  Wejście

Zatem weszłyśmy z córką do przedsionka, akurat jakiś kot był wnoszony do gabinetu głównego. Pierwsze spojrzenie, gdzie by tu usiąść i niestety, pierwszy fotelik (z białej eko-skóry), był ubrudzony czymś, co nie wyglądało na czekoladę…

Dobrze, siadamy z córką na następnych dwóch.

Siedzimy i się nudzimy, bo koty grzecznie w kontenerku przysypiają, i zaczynamy się bardziej rozglądać. Na drzwiach od gabinetu głównego wisi kartka „Porady weterynaryjne są płatne”. Hmmmm….myślę sobie, nie podoba mi się to i to bardzo, bo przecież jak się kocha zwierzęta, to nie bierze się pieniędzy za słowne pomaganie?

Pod drzwiami stoi waga dla psów, z czarną matą wagową. Wokół walają się kłaki, a mata jest cała w piachu i syfie. „Cóż”- myślę, „Może gabinet jest ładny i sterylny” i podejmuję decyzję, że jeżeli stół do badań będzie brudny to uciekam.

III.  Podła Baba

Kot poprzedni wyszedł, drzwi się zamknęły i czekam dalej i nic. Znaczy- dobrze, dezynfekują gabinet. Uśmiecham się w myślach do siebie. Wychodzi w końcu pani weterynarz i jak widzi co mam w kontenerku to robi się nerwowa. W gabinecie jest jeszcze Pani Lama, tzn. dziewuszka na oko lat 22, co z twarzy i „bystrego” spojrzenia, wygląda, jakby wiechcia trawy do żucia jej brakowało. Podła Baba pieje z zachwytu, ale fałszuje strasznie i wybijają się dźwięki  prosto z jej głowy: „Drogie koty, pierwszy przegląd, dobry klient, kasa, kasa, kasa”. Pani Lama nie wydaje żadnych dźwięków. W ogóle nic nie wydaje z siebie.

IV.  Yoda i kuszenie

Podła Baba wyjęła Yodę na początek. Zajrzała do pyszczka i wzięła się za tył. Czy musiała podnieść go za nasadę ogona tak wysoko, żeby przy badaniu jąderek tylne łapy zwisały mu w powietrzu? Nie wiem, nie znam się, ale myśli mi się gotowały w głowie, że przecież nie ma ręki jak bochen chleba, żeby go tak męczyć.

Maca, maca, maca, patrzy się na mnie i mówi „O, kocurek wykastrowany”. Nic się nie odezwałam, tylko na nią spojrzałam. Domacała (kocie tylne łapki dalej wiszą i trzyma za ogon), „Och, to znaczy nie, nie jest wykastrowany”. Moje myśli w tej chwili dokonują wolty i łapią się za głowę, ale mówię sobie- daj szansę, ty jesteś może przewrażliwiona.

Następnie Podła Baba pyta mnie o karmę (ja wiem, że gabinety mają umowy z Royal Canin, wiem, bo miałam przecież labradory i zawsze Canin był wciskany). Jak jej listuję Husse, Animodę, Cosmę i Granata Pet i że wczoraj inyczka posiekałam, to odpuszcza. W międzyczasie zagląda aparacikiem w prawe ucho Yody. Tak ją ta karma zajęła, że w lewe nie zajrzała wcale.

V.  Yoko i ważenie

Czas na Yoko. Zajrzała do zębów i pomacała jajniki i stwierdziła, że czas na ważenie. I jakież było moje zdziwienie! Bierze Yoko na ręce i otwiera drzwi od głównego gabinetu, wychodzi i stawią ja na tej zasyfiałej wadze dla psów. ZGROZA!

Yoko się rusza, chce zejść a ta kucając przy wadze stara się ja przytrzymać i jednocześnie zważyć, mówiąc do mnie nieustannie. Waga Yoko (podaje do Lamy), „złoty pięćdziesiąt pięć” i rży do mnie, zadowolona, że takim żarcikiem wagę podaje.

Yoda „złoty osiemdziesiąt pięć”.

VI.  Pazurki i kuszenie 2

To jest najbardziej traumatyczna w skutkach na mojej psychice część.

Pytanie od Podłej Baby: Czy koty mają dobrą kupę? Odpowiadam, że tak, bo inaczej to mi zrobi wykład, jak dobry jest Canin.

Pytanie od Podłej Baby: A czy to jest rodzeństwo?  Ja: Tak

Podła Baba: A wie Pani, że oni to siebie nie będą widzieć jako rodzeństwo? Ja: Wiem

Podła Baba: To trzeba będzie wykastrować  Ja: /milczenie/

Ja (błąd mój): to może pazurki przytniemy, jak już jesteśmy (myślę sobie, co można spieprzyć przy pazurkach? Tego nie da się zepsuć)

Podła Bada kiwa głową na Lamę. (Szczęśliwie Yoda był pierwszy, bo Yoko jest bardziej wrażliwa i mogłaby mieć traumę)

Baba trzyma Yodę, a Lama usiłuje (o ludzie!!!!!!), wyjąć pazurki. Jest tak lamowata, że nawet nie potrafi nacisnąć łapki, żeby pazurki wyszły. Yoda traci cierpliwość swoją ogromną, a moja mina sugeruje. Baba przejmuje pazurkową władzę i tnie z wprawą.

Ciach, ciach, ciach. Lecą pazurki.

Łapie Yodę za tylną łapkę i ciach, zanim zdążyłam zawołać- „tylnych proszę nieeee!!”. Tylne oszczędzone, oprócz jednego.

Później Yoko, ciach, ciach, ciach. Szybko.

Patrzę na blat, a tam wcale nie końcówki ucięte, tylko z jakieś 3-4 mm. Czyli całe, co miał kot.

VII.  Złość

Okaleczyła je na okres jakiś dwóch tygodni. Uczyłam je drapaczka, a poza tym, Yoda zaliczył kilka upadków, bo nie miał się czym chwycić. Yoko jest bardziej ostrożna. Co nie zmienia faktu.

Suma:

Na 2 koty, jedno ucho przebadane

Zadzierany do góry koci zad

Nieistniejące jądra

Syfiasta niedokładna waga (i tak ma ważyć kota do anestetyków do kastracji???????)

Próby naciągania na karmę i kastrację

Okaleczenie pazurków

Koszt- 60 zł

Ku przestrodze. A w końcu to „Warszawa”.

KONIEC

Pozdrawiam,

Mama Yody i Yoko

 Copyright  © by Jennifer World*PL

Home Jennifer World*PL team Tragedia weterynaryjna w kilku aktach
© Jennifer World*PL